Kochani, UDAŁO SIĘ, mamy KWALIFIKACJĘ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Od poniedziałku zaczynamy terapię przeciwciałami GD-2, która składa się
z 5 cykli, a każdy złożony jest z 3 etapów. Wszystkie powinny łącznie
trwać około PÓŁ ROKU, albo dłużej w zależności od tego jak Wiktorek
będzie je znosił… i jakie w jego przypadku będą skutki uboczne.
Co prawda nie mamy jeszcze wyników trepanobiopsji. Wczoraj Wiktorek
miał robione badanie MIBG bez narkozy, wyleżał dzielnie około godzinę,
choć ścierpł potwornie to dobry wynik wynagrodził jego trud
Natomiast dziś Wiktorek miał wenflonem podany kontrast i prześwietlenie
całego ciała w KT (tomografii komputerowej). Następnie poszliśmy na
EKG, a później na EEG (zdjęcie zamieszczam poniżej : ). Wszystkie
dzisiejsze wyniki były w normie, co zadecydowało o podjęciu decyzji
kwalifikującej Wiktorka do terapii.
Dr Garaventa przeprowadził
w obecności tłumacza poważną rozmowę o skutkach terapii i o tym, że
patrząc w jak zaawansowanej formie przechodził Wiktorek
NB(neuroblastomę) nie może zagwarantować wyleczalności. A może się
okazać, że choroba mimo naszych starań się nawróci... Uprzedził również o
tym, iż pierwszy cykl jest wyznacznikiem tego jak dziecko wszystko
zniesie i jak potoczy się leczenie, poinformował, że biorąc pod uwagę
statystyki Europejskie z terapii GD-2, zdarzył się przypadek, że dziecko
nie przeżyło pierwszego cyklu. Jako matka muszę mieć tego świadomość,
bo podpisywałam zgodę na przeprowadzenie eksperymentu z udziałem mojego
dziecka.
Dlatego mimo tego jak dążyliśmy do tego momentu, ile
nocy nie przespaliśmy, ile trudu w to włożyliśmy, ilu osobom jesteśmy
wdzięczni ( a jest ich ogrom) … to dopadły mnie myśli: czy dobrze robię,
jak ja się tu znalazłam, do czego to prowadzi, jak się wszystko
potoczy… przez chwilę nawet żałowałam, że tak pragnęłam tu być i dostać
kwalifikację. Chciałam się znaleźć na moim Zygmuntowie, z Synusiami i
Mężem u boku…i uciec z tego przepięknego miejsca, tętniącego życiem i
zabawą do mojego, normalnego, szarego życia…. ;(
Już się
„ogarnęłam” i mimo moich obaw chciałabym podziękować wszystkim, że
jednak Wiktor dostał ta możliwość, żeby teraz jeszcze trochę pocierpieć,
ale z większymi szansami na długie, lepsze życie
Kochani kończymy zbiórki, ponieważ Wiktorek ma już zapewnione leczenie,
tak szybki termin kwalifikacji jest dla nas przełomowy, bo stało się to
w takim ekspresowym tempie, do tego stopnia, że się tego nie
spodziewaliśmy i nawet się nie przygotowaliśmy porządnie a wszystko to WASZA zasługa !!
Bez Was nie dalibyśmy rady… bez Was nie mielibyśmy szansy przejść
ostatniego etapu leczenia NB, która jest naszym przekleństwem, a Wiktora
całym życiem.
Do podziękowań przed wyjazdem mogę tylko dodać,
że przede wszystkim wyrazy uznania liczą się organizacjom, które
stawały na głowie, aby rozkręcić z nami zbiórki dla Wiktorka, m.in. YOU
CAN BE MY ANGEL oraz SIEPOMAGA.PL. A także dziewczynom Pomagaczką
(uściski dla Was : ) bez Was nikt by nie usłyszał o naszym walecznym
Żołnierzyku bez Was nie dałabym rady… To Wasza zasługa Kochani :) :) :) <3
Do grup, którym dziękujemy dołączam lokalne społeczności w obrębie woj.
Wielkopolskiego oraz Kuj-Pom.: szkoły i przedszkola ( w Skulsku,
Zygmuntowie, Koninie, Boguszycach, Przedszkole Samorządowe w Piotrkowie
Kuj.), portale społecznościowe oraz prasa ( f b.pl, konin.lm. pl,
tanie-loty. pl oraz Przegląd Koniński ) mieszkańców gminy Skulsk oraz
Wierzbinek, sąsiadów i rodzinę…
Wszystkim serdecznie
dziękujemy za wielkie serce i zaangażowanie. Nie jesteśmy w stanie
spamiętać wszystkich, którzy nam pomogli, dlatego, jeśli kogoś
pominęliśmy z bliższego otoczenia to proszę się przypomnieć, a jeśli
nikt się nie dopomni to i tak dziękujemy
Dziękujemy każdemu, kto miał swój wkład przysłowiowego „grosika” albo
„centa”, każdemu, kto wpierał nas modlitwą i dobrym słowem, każdemu,
kogo los naszego dziecka nie był obojętny.
Dziękujemy Fundacji
YCBMA oraz Fundacji wrocławskiej Na Ratunek Dzieciom z Chorobą
Nowotworową za przekazanie pieniędzy na konto kliniki w Genovie za
pierwsze transze.
Teraz Kochani proszę Was nadal o modlitwę i
trzymanie kciuków za naszego Syna, bo co osiągnęliśmy z Wasza pomocą to
aż i tylko czubek góry lodowej, teraz większa część zasług jest w rękach
Boga i Wiktorka, aby wszystko przeszło pomyślnie, żeby Wiktorek się nie
poddał, żeby nadal walczył tak dzielnie jak przez te wszystkie lata.
Mimo tego, że tak jak roczek spędził w szpitalu, a w 2 i 3 dostawał
przepustkę na własne żądanie, teraz również urodziny będzie obchodził na
oddziale…. Oby nie zniechęciło go to do walki, bo termin przypadnie za
tydzień, czyli na koniec pierwszego etapu , pierwszego cyklu i nie
będzie wtedy wesoło…. Także pamiętajcie o kciukasach i modlitwie
Pozdrawiamy gorąco i jeszcze raz dziękujemy za wszystko <3
Wiktor, Kubuś, Monika, Łukasz Karpińscy
sobota, 5 lipca 2014
czwartek, 3 lipca 2014
Trepanobiopsja i NYNKA :)
Wiktorek miał dziś robiona trepanobiopsję i mimo obaw udała się prawie bezboleśnie
ale niestety musiał być trochę kłuty igłami, 2 wenflony i igła do
portu... potrzebowaliśmy do narkozy, później do badań, a w innym
szpitalu do podania znacznika promieniotwórczego przed jutrzejszym
badaniem MIBG.
Wiktor dopiero kładzie się spać i przypomniało mu się,że nie ma swojej NYNKI kto wtajemniczony to wie jak ona wygląda, ja mogę tylko opowiedzieć,że kiedyś... na początku leczenia była to pieluszka tetrowa... a dziś to jest kawałek szmatki z kilkoma supłami dodałabym zdjęcie,ale wstyd w Genovie mam ją w torebce zawsze przy sobie,ale miałam nadzieje,że skoro w drodze do Włoch jej nie chciał to może zapomni
3majcie kciuki, aby jutrzejsze MIBG i wynik trepanobiopsji, który jest w opracowaniu wyszły pomyślnie
pozdrawiamy wszystkich gorąco, buziaki
Wiktor dopiero kładzie się spać i przypomniało mu się,że nie ma swojej NYNKI kto wtajemniczony to wie jak ona wygląda, ja mogę tylko opowiedzieć,że kiedyś... na początku leczenia była to pieluszka tetrowa... a dziś to jest kawałek szmatki z kilkoma supłami dodałabym zdjęcie,ale wstyd w Genovie mam ją w torebce zawsze przy sobie,ale miałam nadzieje,że skoro w drodze do Włoch jej nie chciał to może zapomni
3majcie kciuki, aby jutrzejsze MIBG i wynik trepanobiopsji, który jest w opracowaniu wyszły pomyślnie
pozdrawiamy wszystkich gorąco, buziaki
środa, 2 lipca 2014
post z 1 lipiec 2014 przebieg wyprawy po życie dla Wiktorka
Kochani....
Dotarliśmy do Genovy 29.06.14r o godzinie 23.15
Droga minęła dość spokojnie, deszczowo przez praktycznie całą dobę... z postojami na jedzenie i pobieganie Wiktora, ale ten z posiłkiem mu nie posłużył, bo długo się tym jedzeniem nie nacieszył... Jedyne co zrekompensowało Wiktorkowi dłuuuuugą drogę, to piękne widoki w Szwajcarii i Austrii, bo jechaliśmy przez Alpy.
Mielismy zakwaterowanie w hotelu Tirreno ( 95 euro/dobę ), poszliśmy spać ok 1.30, rano pobudka o 6.45 i śniadanie, którego Wiktor nie ruszył wyprowadzka z hotelu do auta... i na 8.00 do szpitala "Instituto Giannina Gasilnii", oczywiście zanim udało nam się znaleźć odpowiedni budynek i piętro minęło sporo czasu... ok. 9.00 dostaliśmy numerek i czekaliśmy na pobranie krwi z portu. Pielęgniarki miłe,ale Wiktor i tak się napłakał przy pobraniu.
Później wywiad z lekarzem, przy którym pomogła Polka zaprzyjaźniona z naszymi Rodzicami-NB.
Wiktor dostał płyn Lugola do brania przed jutrzejszym podaniem znacznika na badanie MIBG ( zaplanowane na czwartek).
Po pobycie na oddziale zebraliśmy się z rodzicami NB i wolontariuszką polska, żeby poszukać nam nowego noclegu na kolejną noc...
Wiktor zjadł 3małe kawałki pizzy na kolacje i to było na tyle z jego jedzenia przez 2 dni...
Udało im się znaleźć pokój (za 50euro) na jedną noc u starszej Włoszki w piwnicy... która była zalana przez wodę , a więc zaduch od pleśni i niesprzyjające warunki dla Wiktora, ale nie byliśmy wybredni. Lepsze to niż auto. Ale tak samo jak w dniu poprzednim spakowaliśmy się po przebudzeniu i śniadaniu, którego Wiktor znów nie ruszył jechaliśmy wózkiem do szpitala na 8.00
Żadna noc nie była spokojna, Wiktorek w nocy budził się do chwile, płakał za tatusiem, że chce do swojego domu, a nie do szpitala, płakał,że go wszystko boli, brzuszek, głowa, ucho... Dziś w nocy miał temperaturę,a więc od razu dopadł nas stres, że to nam zakłóci kwalifikację... Poszliśmy na oddział. Wiktorek miał pobranie krwi z żyły na koagulologię później Elektrokardiogram i wizyta u anestezjologa przez jutrzejszymi badaniami (trepanobiopsja i podanie znacznika), a na koniec pan dr obejrzał Wiktorka ucho i stwierdził,że jest zaczerwienione. Jak widać gorączka i ból miały swoje podstawy.
Po wizycie na oddziale mieliśmy szukać kolejnego lokum, tym razem poprosiliśmy tłumaczkę, aby poszukała z nami taniego hotelu ale na dłużej, bo byliśmy wymęczeni z Wiktorem tym przenoszeniem się z kąta w kąt... Udało się. Piszę do Was z hotelu Boccadasse, piszę szybko mam ndzieję, że rozszyfrujecie mnie i dlatego już kończe sprawozdanie dla wszystkich, którzy nam dopingują bo muszę połączyć się z mężem i Kubusiem który po wyjeździe mamy, zdążył dostać gorączki, Rotawirusa i odwiedzić panią dr
Pozdrawiamy wszystkich gorąco z upalnej Genovy.
Dotarliśmy do Genovy 29.06.14r o godzinie 23.15
Droga minęła dość spokojnie, deszczowo przez praktycznie całą dobę... z postojami na jedzenie i pobieganie Wiktora, ale ten z posiłkiem mu nie posłużył, bo długo się tym jedzeniem nie nacieszył... Jedyne co zrekompensowało Wiktorkowi dłuuuuugą drogę, to piękne widoki w Szwajcarii i Austrii, bo jechaliśmy przez Alpy.
Mielismy zakwaterowanie w hotelu Tirreno ( 95 euro/dobę ), poszliśmy spać ok 1.30, rano pobudka o 6.45 i śniadanie, którego Wiktor nie ruszył wyprowadzka z hotelu do auta... i na 8.00 do szpitala "Instituto Giannina Gasilnii", oczywiście zanim udało nam się znaleźć odpowiedni budynek i piętro minęło sporo czasu... ok. 9.00 dostaliśmy numerek i czekaliśmy na pobranie krwi z portu. Pielęgniarki miłe,ale Wiktor i tak się napłakał przy pobraniu.
Później wywiad z lekarzem, przy którym pomogła Polka zaprzyjaźniona z naszymi Rodzicami-NB.
Wiktor dostał płyn Lugola do brania przed jutrzejszym podaniem znacznika na badanie MIBG ( zaplanowane na czwartek).
Po pobycie na oddziale zebraliśmy się z rodzicami NB i wolontariuszką polska, żeby poszukać nam nowego noclegu na kolejną noc...
Wiktor zjadł 3małe kawałki pizzy na kolacje i to było na tyle z jego jedzenia przez 2 dni...
Udało im się znaleźć pokój (za 50euro) na jedną noc u starszej Włoszki w piwnicy... która była zalana przez wodę , a więc zaduch od pleśni i niesprzyjające warunki dla Wiktora, ale nie byliśmy wybredni. Lepsze to niż auto. Ale tak samo jak w dniu poprzednim spakowaliśmy się po przebudzeniu i śniadaniu, którego Wiktor znów nie ruszył jechaliśmy wózkiem do szpitala na 8.00
Żadna noc nie była spokojna, Wiktorek w nocy budził się do chwile, płakał za tatusiem, że chce do swojego domu, a nie do szpitala, płakał,że go wszystko boli, brzuszek, głowa, ucho... Dziś w nocy miał temperaturę,a więc od razu dopadł nas stres, że to nam zakłóci kwalifikację... Poszliśmy na oddział. Wiktorek miał pobranie krwi z żyły na koagulologię później Elektrokardiogram i wizyta u anestezjologa przez jutrzejszymi badaniami (trepanobiopsja i podanie znacznika), a na koniec pan dr obejrzał Wiktorka ucho i stwierdził,że jest zaczerwienione. Jak widać gorączka i ból miały swoje podstawy.
Po wizycie na oddziale mieliśmy szukać kolejnego lokum, tym razem poprosiliśmy tłumaczkę, aby poszukała z nami taniego hotelu ale na dłużej, bo byliśmy wymęczeni z Wiktorem tym przenoszeniem się z kąta w kąt... Udało się. Piszę do Was z hotelu Boccadasse, piszę szybko mam ndzieję, że rozszyfrujecie mnie i dlatego już kończe sprawozdanie dla wszystkich, którzy nam dopingują bo muszę połączyć się z mężem i Kubusiem który po wyjeździe mamy, zdążył dostać gorączki, Rotawirusa i odwiedzić panią dr
Pozdrawiamy wszystkich gorąco z upalnej Genovy.
sobota, 28 czerwca 2014
:)
Kochani.... wyjazd tuż...tuż... czas na małe podsumowanie przed opuszczeniem kraju
My co prawda jeszcze nie spakowani, ale mamy naładowane akumulatorki dobrą energią płynącą od Was z serducha
Od naszych Darczyńców, Rodaków, za każdy przysłowiowy "grosik", za każde udostępnienie, za miłe słowa otuchy, za modlitwę....
Od naszych kochanych dziewczyn "Pomagaczek-wolontariuszek" ( Paulina, Kasia, Beata, Patrycja, Gosia, Natalia, Agnieszka... dziewczyny jak kogoś pominęłam to dajcie znać) bez których, by się to wszystko nie rozkręciło, bo z moją sklerozą nie ogarnęłabym większości zadań jakie miałam do zrealizowania, żeby z ich pomocą przybliżyć Wiktor Karpiński - Dajmy szansę Nadziei. do terapii GD-2.
Od zespołu SiePomaga i You Can Be My Angel Foundation za super współpracę i rewelacyjne efekty
Od naszych lokalnych społeczności, łącznie z cudownymi harcerkami i dziećmi w szkołach, które się mobilizowały dla Wiktorka i organizowały zbiórki, alby mu zapewnić utrzymanie na start we Włoszech.
Od najbliższych, rodziny i przyjaciół za wsparcie i pomoc
Pierwsza transza za badania kontrolne i terapię GD-2 opłacona, możemy jechać przed nami jeszcze dwie transze....
Dziękujemy za wszystkie pieniądze i prosimy o jeszcze, abyśmy we Włoszech nie musieli się martwić,że nie starczy na całość leczenia.... dobrze Wam idzie Kochani i prosimy, aby ta fala dobra nie malała, a wręcz przeciwnie... czekamy na tsunami, czyli na moment kiedy zielona kreseczka nawww.siepomaga.pl/zyciebezraka będzie zapełniona
Pozdrawiamy gorąco z Wiktorkiem wszystkich i każdego z osobna, bo mimo moich szczerych chęci, aby zrobić to osobiście jest to niemożliwe
sobota, 21 czerwca 2014
Plakaty dla Wiktorka
Kochani przesyłam piękne plakaty, które zostały zrobione przez Szymon Łukasik i za które jeszcze raz serdecznie dziękujemy Mam nadzieje, że pójdą w obieg i kto będzie miał możliwość to je udostępni lub wydrukuje... aby o moim "Sportakusie" dowiedzieli się Wasi znajomi i rodzina Pozdrawiam gorąco i dziękujemy za modlitwę, słowa otuchy oraz za każdy grosik
Wersja mini
lub A4 :)
środa, 18 czerwca 2014
Udało nam się uzyskać termin konsultacji Huuuuuuura !!!! 30 czerwiec ruszamy z Wiktorkiem :):)
Kochani, prosimy o mobilizacje.
Termin mamy 30 czerwca na badania kontrolne do Genui, na które musimy uiścić opłatę, czyli wpłacić pierwsza rate. Czas ucieka...
Prosimy o wpłaty na siepomaga.pl dla naszego dzielnego Strażaczka żeby mu się udało nadrobić dzieciństwo
http://www.siepomaga.pl/f/fundacja-siepomaga/c/1508
Kochani, prosimy o mobilizacje.
Termin mamy 30 czerwca na badania kontrolne do Genui, na które musimy uiścić opłatę, czyli wpłacić pierwsza rate. Czas ucieka...
Prosimy o wpłaty na siepomaga.pl dla naszego dzielnego Strażaczka żeby mu się udało nadrobić dzieciństwo
http://www.siepomaga.pl/f/fundacja-siepomaga/c/1508
niedziela, 15 czerwca 2014
15 czerwca .... fatum czy przeznaczenie....
u Wiktorka jak tradycja nakazuje na 15 czerwca (imieniny babci Joli), nie obyło sie bez niespodzianek....
Równo 3 lata temu trafiliśmy ze skierowaniem na oddział z Wiktorkiem i już tam zostalismy na długie miesiące...zaczęliśmy toczyć walkę!!!
a dziś powtórka z rozrywki, zamiast do babci na torcika, to do szpitala na badania, szukanie przyczyny i martwienie sie na zapas
Wiktorek dostał dziwne, wielkie pecherze, pod pacha i na brzuchu. Na poczatku wydawalo sie,że to ugryzienie od malego komara, ale bolało go to, strasznie swędziało i przede wszystkim sie powiekszylo do wielkich rozmiarow. Później pojawiły sie dwa kolejne, i dziś rano następny....
Wstępna diagnoza jest taka, że albo to powiklania po antybiotyku, albo cos wiruswowego...
Najpioerw sprawdzamy wariant z wirusem, bo to możemy w domu podleczyć,a jesli to powikłania po antybiotyku to musimy na oddzial do poznania jechać. Wikotrek musiałby mieć podane immunoglobuliny.
Na szczęście trafił się miły akcent dzisiejszego dnia, mini wesołe miasteczko i to prawie puściutkie do naszej dyspozycji poszaleliśmy trochę i troski odeszły na bok, ale mamy się na baczności w najbliższych dniach
3majcie kciuki aby szybko Wiktorek doszedł do siebie
pozdrawiamy i prosimy o jakis grosik dla Wiktorka na
http://www.siepomaga.pl/f/fundacja-siepomaga/c/1508
Dziękujemy
Równo 3 lata temu trafiliśmy ze skierowaniem na oddział z Wiktorkiem i już tam zostalismy na długie miesiące...zaczęliśmy toczyć walkę!!!
a dziś powtórka z rozrywki, zamiast do babci na torcika, to do szpitala na badania, szukanie przyczyny i martwienie sie na zapas
Wiktorek dostał dziwne, wielkie pecherze, pod pacha i na brzuchu. Na poczatku wydawalo sie,że to ugryzienie od malego komara, ale bolało go to, strasznie swędziało i przede wszystkim sie powiekszylo do wielkich rozmiarow. Później pojawiły sie dwa kolejne, i dziś rano następny....
Wstępna diagnoza jest taka, że albo to powiklania po antybiotyku, albo cos wiruswowego...
Najpioerw sprawdzamy wariant z wirusem, bo to możemy w domu podleczyć,a jesli to powikłania po antybiotyku to musimy na oddzial do poznania jechać. Wikotrek musiałby mieć podane immunoglobuliny.
Na szczęście trafił się miły akcent dzisiejszego dnia, mini wesołe miasteczko i to prawie puściutkie do naszej dyspozycji poszaleliśmy trochę i troski odeszły na bok, ale mamy się na baczności w najbliższych dniach
3majcie kciuki aby szybko Wiktorek doszedł do siebie
pozdrawiamy i prosimy o jakis grosik dla Wiktorka na
http://www.siepomaga.pl/f/fundacja-siepomaga/c/1508
Dziękujemy
Subskrybuj:
Posty (Atom)



